Wszyscy wiemy, że praca stanowi dla człowieka wartość, a unikanie pracy to lenistwo. Czy zatem po pierwsze praca, po drugie praca i po trzecie praca, to droga do ziemskiego sukcesu i otrzymania pochwały od Boga: „Dobrze, sługo dobry i wierny! Byłeś wierny w rzeczach niewielu, nad wieloma cię postawię: wejdź do radości twego pana!” (Mt 25,21)? 

– Niestety NIE! To… PRACOHOLIZM, który podobnie jak lenistwo jest poważnym zagrożeniem dla człowieka i uznanym jako uzależnienie, bo polega na wewnętrznym przymusie ciągłego wykonywania pracy kosztem innych czynności, również czasu dla rodziny, na sen i odpoczynek.

under construction signage on laptop keyboard
Photo by Fernando Arcos on Pexels.com

Ilu ludzi na świecie tyle poglądów na pracę; jednym praca kojarzy się z wysiłkiem, trudem i mozołem, innym z radością, pasją i satysfakcją. Praca zawodowa daje utrzymanie, obowiązki domowe zapewniają rodzinie funkcjonowanie, a dzięki hobby jesteśmy szczęśliwi. Praca jest wpisana w naszą ludzką egzystencję; sprawia, że czujemy się wartościowi, ważni i potrzebni. A gdy pracy brakuje czasami popadamy w apatię i depresję tracąc motywację do życia. Dlaczego tak się dzieje? Wytłumaczenie znajdujemy w Biblii. 

Praca towarzyszy człowiekowi od chwili pojawienia się na ziemi. W Księdze Rodzaju czytamy: „A zasadziwszy ogród w Eden na wschodzie, Pan Bóg umieścił tam człowieka, którego ulepił. Na rozkaz Pana Boga wyrosły z gleby wszelkie drzewa miłe z wyglądu i smaczny owoc rodzące oraz drzewo życia w środku tego ogrodu i drzewo poznania dobra i zła. Pan Bóg wziął zatem człowieka i umieścił go w ogrodzie Eden, aby uprawiał go i doglądał” (Rdz 2,8-9.15). Od początku istnienia praca stała się dla człowieka najbardziej oczywistym sposobem zaspokajania jego licznych potrzeb. Praca w Raju polegająca na „uprawianiu i doglądaniu” pozwalała uniknąć bezczynności i godnie żyć. „Jako osoba jest tedy człowiek podmiotem pracy. Jako osoba pracuje, wykonuje różne czynności przynależące do procesu pracy, a wszystkie one, bez względu na ich charakter, mają służyć urzeczywistnianiu się jego człowieczeństwa, spełnianiu osobowego powołania, które jest mu właściwe z racji samegoż człowieczeństwa” (Encyklika Jana Pawła II Laborem Exercens II, 6).

Z jednej strony dzięki pracy możemy bytować na ziemi i czynić sobie „ziemię poddaną” (zob. Rdz 1,38) oraz uzyskiwać konkretne korzyści: zdobywać środki do życia, tworzyć nowe wartości, zaspokajać aspiracje. Z drugiej strony nasza praca nie jest Bogu obojętna, bo została nakazana jako konieczna: „Sześć dni pracować będziesz, a w dniu siódmym odpoczywaj tak w czasie orki, jak w czasie żniwa” (Wj 34,21). W tym ważnym przykazaniu jest zaakcentowana nie tylko konieczność pracy, ale też konieczność odpoczynku. Czy Bóg przestrzega przed pracoholizmem? Tak, ale przestrzega też przed pokładaniem ufności tylko w ludzkiej zaradności i zapobiegliwości. Przykładem może być praca na polu w niedzielę, gdy sprzyja pogoda. Boże przykazanie nakazuje dzień święty świętować odpoczynkiem, aby uczyć się  zaufania do Boga, że obfitość zbiorów nie zależy wyłącznie od ludzkiej zaradności, ale ostatecznie od woli Bożej. 

Praca jest czymś więcej niż koniecznością i obowiązkiem, w Nowym Testamencie praca jest ukazana przez św. Pawła jako naturalny porządek rzeczy – coś oczywistego: „Gdy byliśmy u was, nakazywaliśmy wam tak: Kto nie chce pracować, niech też nie je! Słyszymy bowiem, że niektórzy wśród was postępują wbrew porządkowi: wcale nie pracują, lecz zajmują się rzeczami niepotrzebnymi. Tym przeto nakazujemy i napominamy ich w Panu Jezusie Chrystusie, aby pracując ze spokojem, własny chleb jedli” (2 Tes 3,10-12). 

Wiedząc, że praca rozwija umiejętności i pozwala zdobywać doświadczenie, czasami nie widzimy cienkiej granicy pomiędzy pracą, a pracoholizmem. Pewnie dlatego pracoholizm nie ma społecznie bardzo złego odbioru. Owszem jest uznawany jako uzależnienie i zdajemy sobie sprawę, że powoduje złe skutki, ale nie jest napiętnowany jak np. alkoholizm czy narkomania. To lenistwo ma zły odbiór społeczny, bo demoralizuje i sprawia, że człowiek przestaje stawiać sobie wymagania, bezmyślnie traci czas, unika jakiejkolwiek pracy i wysiłku, stawia na wygodę. Człowiek leniwy zaniedbuje swoje obowiązki, nie dotrzymuje słowa i z tego powodu nie można na niego liczyć. Leniwiec nie wykorzystuje potencjału, który otrzymał od Boga – widać to w przypowieści o talentach; Pan zganił sługę, który zakopał jeden talent mówiąc do niego: „sługo zły i gnuśny” (zob. Mt 25,14-30), gnuśny tzn. bezczynny. Lenistwo wyraża pewien stan ducha i sposób wartościowania spraw, które w „tym czasie” można wykonać. Zostało zakwalifikowane jako grzech główny, z którego wyrastają inne grzechy, np.

  • zaniedbanie – nie wypełniam obowiązków, bo mi się nie chce; 
  • obojętność – nie interesuję się, nie angażuję się, aby nie mieć dodatkowych zobowiązań; 
  • cudzołóstwo (zob. 2 Sm 11,1-27) nuda doprowadziła króla Dawida do grzechu z Batszebą.

A co pracoholizmem? Staje się coraz bardziej powszechny. Pracoholików wciąż przybywa, bo nieustannie trzeba się mierzyć z bezrobociem, konkurencją i kryzysem gospodarczym. Wymagania dla pracowników wzrastają, na rynku pracy liczą się wyniki, kompetencje i doświadczenie, dlatego wielogodzinna praca, dotrzymywanie nieprzekraczalnych terminów oraz dyspozycyjność stają się warunkami sukcesu i dynamicznego rozwoju kariery zawodowej. Wszyscy pracujemy, ale na szczęście tylko nieliczni uzależniają się od potrzeby ciągłego wykonywania pracy i mówienia o niej, życia pracą.

Co sprzyja pracoholizmowi? 

Zaburzenia dotyczące poczucia własnej wartości 

Poczucie własnej wartości ma wpływ na to, jak działamy w życiu oraz jak kształtują się nasze relacje zawodowe, partnerskie i rodzinne. Obniżone poczucie własnej wartości może występować na każdym etapie rozwoju człowieka: u dziecka, u młodego lub dorosłego czy osoby w podeszłym wieku. Wpływ na to mamy sami oraz otaczający nas ludzie.

Powodem niskiej samooceny mogą być nieprawidłowe postawy rodzicielskie np. ciągłe krytykowanie, niedocenianie osiąganych sukcesów, stawianie dziecku zbyt wysokich wymagań lub nadopiekuńczość –wyręczanie dziecka w wykonywaniu trudniejszych czynności, argumentując to tym, że samo sobie nie poradzi.

Niska samoocena może towarzyszyć człowiekowi od najmłodszych lat życia lub pojawiać się nagle gdy doświadczy nieprzyjemnych sytuacji, np. w szkole, w pracy (krytyka, niedocenianie) czy w relacjach partnerskich i przyjacielskich (oszukiwanie przez partnera lub zawiedzenie się na przyjaciołach). Niektórzy próbują rekompensować niską samoocenę pracą zawodową lub realizacją pasji, co daje im poczucie wartości i ważności. Jeśli dojdą do przekonania, że są niezastąpieni w tym co robią, to pracoholizm może stać się dla nich terapią na poprawę poczucia wartości.

Doznana bieda i problemy materialne 

Osoby, które doznały biedy lub przeżywają problemy finansowe nie mogąc zaspokoić podstawowych potrzeb życiowych często żyją w lęku, dlatego niektóre z nich poczucie bezpieczeństwa i szczęścia uzależniają od posiadania pieniędzy. Skutkiem tego może być niewłaściwy stosunek do dóbr materialnych i traktowanie bogactwa jako boga.

Brak pieniędzy jest dużą niedogodnością, ale ostatecznie to nie pieniądze mają moc sprawczą, ale Bóg. Bardzo często, gdy wołamy o ratunek, Bóg przychodzi z konkretną pomocą posługując się ludźmi, i okolicznościami, wykorzystując środki i ziemskie zasoby, bo jest Panem. Pomimo tego, wiele osób myśli, że gdyby znaleźli lepiej płatną pracę, mieli więcej pieniędzy, to problemy by zniknęły! Wielu ludzi patrzy na pieniądze jak na boga, który czyni dobre rzeczy w ich życiu: kupuje piękne mieszkanie, drogi samochód, piękne wakacje, zapewnia prywatną szkołę dla dzieci i pomyślną przyszłość. 

Myślenie typu „gdybym miał pieniądze” ujawnia jaki się ma stosunek do pieniędzy. Zupełnie inaczej brzmi stwierdzenie „gdyby Bóg zechciał, to stałoby się to lub coś innego”. „We współczesnym świecie pieniądz jest jakby anty-bogiem, ponieważ tworzy alternatywny wszechświat duchowy. Ludzie przestają pokładać ufność w Bogu, a zaczynają swoje nadzieje wiązać z pieniędzmi. Pieniądz staje się dla wielu ludzi bogiem widzialnym, w przeciwieństwie do Boga prawdziwego, który jest niewidzialny. Biblia mówi, że wszystko jest możliwe dla tego, kto wierzy (zob. Mk 9,23), a świat podpowiada, że wszystko jest możliwe dla tego, kto ma pieniądze” (Raniero Cantalamessa, homilia Pieniądz jest anty-bogiem, Bazylika św. Piotra, Wielki Piątek 2014 r.).

Pracoholizm w wielu przypadkach jest powodowany lękiem o ziemski byt i pragnieniem zapewnienia rodzinie godnego życia skutkiem czego pracoholik „goni za pieniądzem”, aby mieć go wciąż więcej i więcej, aby nigdy środków finansowych nie zabrakło.

Doświadczenie miłości warunkowej

Miłość warunkową można wyrazić stwierdzeniem: „Będę cię kochać, dopóki/jeśli będziesz mi dawać to, czego pragnę oraz zachowywać się w taki sposób, jak sobie tego życzę“. Osoby kochane warunkowo, np. dzieci kochane za ”bycie grzecznymi” lub za dobrą naukę, żony i mężowie kochani za spełnianie oczekiwań współmałżonka mogą żyć pod presją zasługiwania na akceptację. Postawa „zasługiwania na” staje się ich „drugą naturą”.

W życiu zawodowym taka postawa może prowadzić do pracoholizmu, ponieważ jej źródłem jest przekonanie, że na uznanie i szacunek przełożonych i współpracowników, a nawet podwładnych trzeba zapracować. Taka motywacja prowadzi do ciągłego udowadniania innym swojej wartości, kompetencji i doświadczenia poprzez wielogodzinną pracę.

Konieczność spłaty kredytu

Kredyt jest umową pomiędzy bankiem a kredytobiorcą, na mocy której kredytobiorca otrzymuje od banku określoną kwotę i przeznacza ją na ustalony cel oraz zobowiązuje się zwrócić pożyczoną kwotę wraz z odsetkami i prowizją oraz innymi dodatkowymi opłatami w określonym terminie. Spłata kredytu odbywa się w ratach i trwa od kilku miesięcy do nawet kilkudziesięciu lat. Na spłatę rat kredytobiorca potrzebuje środków finansowych, których dopływ gwarantuje mu praca zawodowa (etat lub działalność gospodarcza) lub zyski z inwestycji. 

Dla niektórych kredytobiorców wysokie raty kredytów są powodem poszukiwania dodatkowych źródeł przychodów lub pracy w godzinach ponadliczbowych, aby zwiększyć przychody i móc regularnie spłacać raty kredytu. Zaleganie ze spłatą zobowiązań kredytowych prowadzi do niewoli finansowej, o jakiej czytamy w Biblii: „Ubogim kieruje bogaty, sługą wierzyciela jest dłużnik” (Prz 22,7). W dawnych czasach niewola polegała na byciu wtrąconym do więzienia (zob. Mt 18,23-30) lub odpracowywaniu długu u wierzyciela np. na jego polu (zob. 2 Krl 4,1). Dzisiaj osoby, które mają problemy ze spłatą kredytów trafiają na tzw. listę czarnych dłużników i najczęściej doświadczają niewoli psychicznej (wierzyciele nieustannie domagają się spłaty zobowiązań). W takiej sytuacji konieczność pracy ponad siły, a nawet możliwości fizyczne i intelektualne może prowadzić do pracoholizmu.

Niewłaściwe priorytety – pieniądze celem, zamiast środkiem do celu 

Priorytet to coś, co dla nas ma pierwszeństwo przed czymś innym czyli coś bardzo ważnego. A myśląc o sprawach naprawdę ważnych zazwyczaj pytamy o sens ludzkiego życia oraz o  istotę i cel naszej ziemskiej egzystencji, naszego powołania, tego, co uzasadnia trud życia i wysiłek wkładany w pracę oraz czyni życie wartym przeżycia. 

Dla chrześcijan celem i sensem istnienia jest Bóg i dążenie do spotkania z Nim w wieczności. Jednak w czasach, w jakich żyjemy często to nie my wyznaczamy sobie priorytety, ale ulegamy wpływom innych i przyjmujemy priorytety ludzi, na których nam zależy, np. szefa, znajomych, przyjaciół. Szybkie tempo życia sprawia, że zapominamy o własnych priorytetach, zaczynamy „gonić króliczka” i… tracimy z oczu cel ostateczny.

W Ewangelii wg. św. Mateusza Jezus ostrzega: „Nikt nie może dwom panom służyć. Bo albo jednego będzie nienawidził, a drugiego będzie miłował; albo z jednym będzie trzymał, a drugim wzgardzi. Nie możecie służyć Bogu i Mamonie” (Mt 6,24). Mammon to słowo aramejskie „ma`mon” oznaczające zysk, bogactwo, pewność, zaufanie, bezpieczeństwo. Powszechnie mamona kojarzona jest z pieniędzmi i bogactwem, a w chrześcijańskiej interpretacji – z mamieniem, pokusą, fałszywym źródłem poczucia bezpieczeństwa. Mammon jest uznawany za bożka pieniędzy. Słowo służyć oznacza posłuszeństwo, zgodę na pełnienie woli tego, komu służymy, a określenie użyte przez Jezusa: „nie możecie” oznacza, że służenie pieniądzom wyklucza służenie Bogu. Dlaczego? Ponieważ inna jest wola Pana Boga, który pragnie człowieka zbawić, a inna bożka Mammona, który chce człowieka zgubić ograniczając do doczesności. 

Ludzie, którzy służą mamonie swój czas, siły i emocje angażują w zarabianie pieniędzy, bo to one stają się dla nich celem i priorytetem. Nie zawsze są nim od początku, najpierw chodzi tylko o utrzymanie rodziny, o godne życie, a potem przekształca się w gonitwę za pieniędzmi i pracoholizm staje się stylem życia, podobnie jak dla kolegów i koleżanek z pracy. Nie tylko przed innymi, ale przede wszystkim przed sobą samym trudno się przyznać, że pieniądze nie są już środkiem do zdobywania wieczności, ale celem stała się konsumpcja, której podporządkowujemy zarabianie i gromadzenie pieniędzy.

Szybkie tempo życia sprawia, że wielu ludzi traci z oczu prawdziwy sens pracy i zapomina o Bożym przykazaniu, że potrzebna jest równowaga pomiędzy pracą, a odpoczynkiem. Zarówno za dużo odpoczynku (lenistwo), jak i za dużo pracy (pracoholizm) niszczy człowieka. 

Negatywne skutki pracoholizmu:

  • Spadek efektywności i produktywności, ponieważ brak odpoczynku powoduje zmęczenie. 
  • Rozpad małżeństwa i rodziny pracoholika, ponieważ brakuje mu czasu na pielęgnowanie relacji.
  • Konflikty społeczne, ponieważ pracoholik wspinając się po stopniach kariery niszczy po drodze współpracowników i osoby podległe, nie potrafi pracować w zespole.
  • Destrukcja osobowości i spadek kreatywności oraz spontaniczności pracoholika z powodu notorycznego przemęczenia.
  • Mierne efekty pracy, ponieważ pracoholik pracuje dla samej pracy, a nie dla jej wyników, unika ryzyka i twórczych rozwiązań, nie akceptuje błędów i ukrywa je, jeśli się pojawią. 
  • Błędy popełniane z powodu nieumiejętności podejmowania trafnych decyzji i dokonywanie zazwyczaj złych ocen. 
  • Utrata umiejętności panowania nad własnym życiem, rodziną i firmą z powodu fikcyjnego poczucia wartości, władzy oraz kontroli.
  • Negatywne konsekwencje zdrowotne takie jak wyczerpanie fizyczne i emocjonalne; zaburzenia koncentracji; trudności z zasypianiem i bezsenność; wrzody żołądka; zaburzenia nerwicowe, lękowe; zaburzenia seksualne; choroby układu krążenia; utrata przytomności; zawał serca.

Skrajne postawy związane z pracą czyli lenistwo lub pracoholizm pokazują, że warto zatrzymać się nad biblijną perspektywą na pracę i zastanowić dlaczego praca jest ważna? Bo poza wszystkimi doczesnymi celami, jej celem ostatecznym jest przygotowanie nas na wieczność. Św. Paweł uświadamia nam, że ostatecznie pracujemy dla Chrystusa, bo to On jest naszym ostatecznym Pracodawcą: „Cokolwiek czynicie, z serca wykonujcie, jak dla Pana, a nie dla ludzi…  Służycie Chrystusowi jako Panu!” (Kol 3,23-24). To by oznaczało, że wszyscy, którzy solidnie i uczciwie pracują mogą się spodziewać korzyści emerytalnych „nie z tej ziemi”. 

Na pewno takimi korzyściami już cieszy się św. Paweł Apostoł, który nie wstydził się swojej pracy, a nawet stawiał siebie za wzór do naśladowania przez innych: „U nikogo nie jedliśmy za darmo chleba, ale pracowaliśmy w trudzie i zmęczeniu, we dnie i w nocy, aby dla nikogo z was nie być ciężarem. Nie jakobyśmy nie mieli do tego prawa, lecz po to, aby dać wam samych siebie za przykład do naśladowania” (2 Tes 3,8-9).

Kiedyś chętnie zatrudniano Świadków Jehowy, bo solidnie pracowali i „nie pili alkoholu”. Marzę o tym, aby taka opinia dzisiaj krążyła o chrześcijanach! Abyśmy kiepską jakością pracy nie robili „obciachu” Chrystusowi!

Ciekawe jak jest z naszą pracą? Czy jesteśmy z niej dumni przed dziećmi, rodziną, znajomymi, współpracownikami? Czy naszą pracą świadczymy, Kto jest naszym Panem i ostatecznym Pracodawcą?  Czy zachowujemy równowagę pomiędzy pracą, a odpoczynkiem?

Elżbieta Wrotek

List Domowego Kościoła nr 158