„Chwilówkami” nazywane są pożyczki udzielane przez prywatne firmy pożyczkowe – potocznie nazywane parabankami. Dla wielu osób stają się alternatywą dla podjęcia dodatkowego zarobku lub poszukania dorywczej pracy – kredyt „chwilówkę” łatwo uzyskać, formalności są ograniczone do minimum i pierwsza pożyczka jest darmowa. „Chwilówki” odbierają nie tylko motywację do podjęcia dodatkowej pracy, ale również do oszczędzania pieniędzy na wybrany cel – gotówkę otrzymuje się „od ręki” bez czekania i dyscypliny finansowej. Jednym słowem „chwilówki” są pokusą na szybkie zdobycie pieniędzy co w konsekwencji rozleniwia i zabija przedsiębiorczość.

W Polsce „chwilówki” cieszą się dużym zainteresowaniem osób, które nie mogą liczyć na kredyt w banku. Bank bowiem uzależnia przyznanie kredytu od możliwości jego spłaty wraz z odsetkami, w terminach określonych w umowie i w tym celu przeprowadza bankową analizę zdolności kredytowej klienta. Polega ona na porównaniu przychodów klienta z jego wydatkami w skali miesiąca, aby stwierdzić czy zostają mu jakieś nadwyżki, które mogą posłużyć do spłaty nowego kredytu. W ten sposób bank chroni klientów przed przekredytowaniem i w konsekwencji wpadnięciem w pułapkę zadłużenia.
Firmy pożyczkowe nie wymagają od swoich klientów posiadania zdolności kredytowej, często udzielają pożyczki na tzw. „dowód” — wystarczy okazanie dowodu osobistego, aby otrzymać kredyt. W 2018 roku według portalu money.pl rynek firm pożyczkowych osiągnął wartość ok. 5 mld zł i miał prawie milion klientów w skali roku, średnie kwoty udzielanych pożyczek wynosiły 1–4 tys. zł.
Jeszcze kilka lat temu „chwilówki” służyły „ratowaniu” domowego budżetu, gdy się nie bilansował, ale ostatnio z tego typu pożyczek korzystają coraz częściej osoby młode, które otrzymane środki przeznaczają na konsumpcję – drogie gadżety, ubrania czy elektronikę. Księga Syracydesa przestrzega, że niezbyt to roztropne rozpocząć wydawanie pieniędzy od zachcianek: „Nie miej upodobania w życiu wystawnym, abyś się nie uwikłał w jego wydatki” (Syr 18,32).
Sięganie po pożyczkę jako „deskę ratunku” często ma miejsce tam, gdzie w budżecie brakuje środków na zaspokojenie potrzeb rodziny – przy niskich dochodach lub zadłużeniu wymagającym spłacania wysokich rat kredytu. Dzieje się tak, gdy żyjemy ponad stan lub gdy nagle zmieniają się życiowe okoliczności, np. tracimy pracę zarobkową, chorujemy, ulegamy wypadkowi i jednocześnie brakuje oszczędności na tzw. „czarną godzinę”.
Takie sytuacje przydarzają się ludziom od wieków – w Piśmie Świętym znajdziemy ostrzeżenia przed pożyczaniem pieniędzy: „Ubogim kieruje bogaty, sługą wierzyciela jest dłużnik” (Prz 22,7). Oznacza to tyle, że jeśli podjęliśmy zobowiązanie finansowe, to musimy dług spłacić w terminie i nie mamy już pełnej swobody w dysponowaniu swoimi dochodami. Kiedy w budżecie zaczyna brakować środków na podstawowe potrzeby lub spłatę długów to grozi wpadnięcie w spiralę zadłużenia – nową pożyczką spłaca się poprzednią pożyczkę: „pożyczam od Piotra, aby oddać Pawłowi”. Bez radykalnej zmiany sposobu myślenia i stylu życia, można tkwić w uzależnieniu od pożyczek do końca życia.
Złudzenie posiadania gotówki, która uratuje sytuację lub pozwoli spełnić marzenia szybko okazuje się tyko iluzją, bo w przypadku „chwilówek” okres spłaty pożyczki jest bardzo krótki i poza kwotą kredytu dodatkowo trzeba spłacać koszty kredytu, które czasami rosną wysokością do pożyczonej kwoty. I tak, poza kosztami finansowymi (odsetki i prowizja, a w przypadku chwilówek również koszty monitów, odsetek karnych za zwłokę, koszty przedłużenia okresu spłaty, czasami nawet koszty podróży do jedynego miejsca gdzie można spłacić pożyczkę) pojawiają się koszty emocjonalne takie jak stres związany z trudnościami w spłacie kredytu, z postępowaniem komorniczym czy sądowym, utrata poczucia bezpieczeństwa i niepewność przyszłości.
Sytuacja osób zadłużonych, które mają problemy z regulowaniem zobowiązań jest bardzo trudna. Czy w takiej sytuacji można znaleźć pomoc u Boga? W Drugiej Księdze Królewskiej (zob. 2 Krl 4, 1-7) czytamy poruszającą historię o wdowie, której mąż pożyczył pieniądze i zmarł. Przyszli do niej wierzyciele, a ponieważ nie miała z czego oddać długu, chcieli zabrać jej dzieci do niewoli, aby odpracowały dług na ich polach. Kobieta w tej rozpaczliwej sytuacji szukała pomocy u proroka Elizeusza głoszącego słowo Boże. Otrzymała pomoc od samego Boga, który rozmnożył oliwę, wdowa ją sprzedała i spłaciła dług.
Jaki był przebieg zdarzeń?
- Kobieta szukała rady u mądrego, Bożego człowieka – „Kobieta wołała do Elizeusza”.
- Kobieta zrobiła, mówiąc współczesnym językiem, bilans majątkowy, aby zorientować się jakie aktywa może sprzedać na poczet spłaty długu – „Elizeusz zaś rzekł do niej: «Wskaż mi, co posiadasz w mieszkaniu?»”.
- Kobieta zaopatrzyła się w narzędzia, które pomogły jej wykonać pracę na rzecz spłaty długu (można też zaangażować własne talenty do wykonania potrzebnej pracy) – «Idź, pożycz sobie z zewnątrz naczynia od wszystkich sąsiadów twoich, naczynia puste, i to nie mało».
- Kobieta ufała w Bożą pomoc i postąpiła zgodnie z radą Elizeusza – „Następnie zamknęła drzwi, synowie donosili naczynia, a ona nalewała oliwę”.
- Kobieta wykonała konkretną pracę na rzecz spłaty długu – «Idź, sprzedaj oliwę, zwróć twój dług».
- Kobieta otrzymała więcej niż oczekiwała – „Z reszty zaś żyjcie ty i twoi synowie!”
Ludzie wierzący często liczą na cudowną Bożą interwencję, która oszczędzi im trudzenia się i pracy. Bóg mógł w dzbanach rozmnożyć zamiast oliwy – złote monety, wówczas kobieta nie musiałaby pracować. W Nowym Testamencie Jezus na weselu w Kanie Galilejskiej przemienił wodę w wino. Mógł sprawić, aby w stągwiach od razu pojawiło się wino – bez udziału i pracy człowieka – ale nie na tym polegał cud: najpierw „słudzy napełnili stągwie wodą” (przynieśli ok. 600 litrów wody).
Jeśli borykamy się z długami warto pomyśleć jaką pracę powinniśmy wykonać, jak zmienić styl życia, aby doświadczyć Bożego działania.
Elżbieta Wrotek