Życie na ziemi jest krótkie a wieczność długa. Czas pobytu na ziemi jest pielgrzymką do niebieskiej Ojczyzny. I może to być piękna pielgrzymka, podczas której wzrastamy w miłości do Boga i bliźnich. W Księdze Psalmów czytamy:

Miarą naszych dni jest lat siedemdziesiąt, a jeśli mamy siły osiemdziesiąt… Daj nam tak liczyć dni nasze, byśmy nauczyli się żyć mądrze (Ps 90,10-12).

air animal portrait animals background
Photo by Pixabay on Pexels.com

Im jestem starsza, tym częściej zastanawiam się, co chciałabym po sobie zostawić dzieciom. Jaką spuściznę? Jaki spadek? Jak chciałabym być zapamiętana? Księga Przysłów mówi, że mąż dobry zostawi dziedzictwo wnukom (Prz 13,22).

Na pewno chciałabym pozostawić po sobie dobre wspomnienia i spadek, który będzie dla dzieci pomocą w ich dorosłym życiu, dlatego od wielu lat mam spisany testament, a przed każdym wyjazdem zagranicznym informuję najbliższych o zobowiązaniach i lokalizacji zasobów.

W praktyce rzadko się zdarza, że sprawy spadkowe rozstrzygane są na podstawie zapisów testamentowych; częściej o spadku, na wniosek spadkobierców, orzeka sąd, jako podstawę przyjmując zapisy prawne o dziedziczeniu ustawowym. Dlaczego? Wiele osób uporządkowanie spraw materialnych, a czasami nawet pojednanie się z Bogiem pozostawia na ostatnią chwilę. Mają nadzieję, że z tym zdążą lub postanawiają, że sprawami spadkowymi zajmą się ich dzieci.

Śmierć przychodzi niezapowiedziana

Śmierci raczej nie planujemy; zazwyczaj przychodzi niespodziewanie i kończy naszą ziemską pielgrzymkę. Wraz z jej nadejściem wszystkie zgromadzone skarby trzeba zostawić na ziemi. Komu? O tym można zdecydować spisując testament – dokument, który zawiera informacje o tym, kto i w jakich częściach będzie po nas dziedziczył.

Sędziowie, którzy orzekają w sprawach spadkowych mogą potwierdzić, że czasami brak znajomości ostatniej woli osoby zmarłej i pozostawienie spraw materialnych w nieuporządkowanym stanie może prowadzić do kryzysu relacji w rodzinie i wydłużyć bieg orzekanych spraw.

Większość ludzi umiera nie pozostawiając spisanego testamentu. Co ich powstrzymuje przed sporządzeniem testamentu? Najczęściej brak wiedzy jak to zrobić, aby testament był ważny, wyobrażenie, że koszty z tym związane są wysokie lub przekonanie, że nie posiadają wielu dóbr materialnych, a być może również niechęć do myślenia o śmierci – obawa, że sporządzenie testamentu natychmiast sprowadzi na nich śmierć.

Tymczasem testament jest narzędziem, dzięki któremu mamy możliwość rozporządzić środkami, którymi z woli Bożej zarządzaliśmy na ziemi.

Spisując testamentu możemy po śmierci np. ułatwić małżonkowi dostęp do nieruchomości i aktywów ruchomych, które posiadaliśmy za życia. Śmierć nie ominie nikogo z nas, nie wiemy tylko, kiedy do nas przyjdzie. Jeśli w chwili śmierci będziemy mieli spisany ważny testament, to będziemy mieli wpływ na sposób podzielenia spadku. Jeśli nie, to o podziale spadku po nas orzeknie sąd, kierując się obowiązującym prawem. Co do spraw materialnych, może nie mieć to dużego znaczenia, bo pieniądze są rzeczą nabytą, ale w sprawie opieki nad dziećmi nieletnimi może to mieć wielki wpływ na ich dalsze życie.

Testament należy sporządzić odręcznie, w przypadku małżonków każdy powinien spisać testament indywidualnie, masę spadkową należy podzielić pomiędzy spadkobierców procentowo.

Kilka lat temu zdecydowaliśmy się – ja i mąż – spisać nasze testamenty aktem notarialnym. Wizyta w kancelarii notarialnej w przypadku każdego z nas trwała ok. jednej godziny, a koszty z tym związane wyniosły wówczas ok. 85,00 zł za testament. W ten sposób zadbaliśmy o uporządkowanie spraw materialnych, ale pytanie o to, co chcemy po sobie zostawić jest nadal aktualne, bo najważniejszym zadaniem nas, jako rodziców jest wychowanie dzieci do życia wewnętrznego (wiara), prywatnego (m.in. odpowiedzialność finansowa) i społecznego (m.in. praca).

 Testament a edukacja finansowa dzieci

Motywowanie dzieci do nauki, aby zdobyły wykształcenie, które zapewni im godziwą pracę jest ważne, ale warto też zadbać od najmłodszych ich lat o edukację finansową. Kiedy są jeszcze małe, popełnione przez nie błędy finansowe niewiele kosztują, ale błędy młodych-dorosłych czasami są kosztowne nie tylko dla nich samych, ale również dla ich rodziców.

My rozpoczęliśmy edukację finansową kilkuletnich dzieci od lekcji „trzech słoików”. Uczyliśmy je sporządzania najprostszego budżetu: dzielenia kieszonkowego na trzy części tzn. wydatki (70%), darowizny (10%) i oszczędności (20%).

W ten sposób dzieci uczyły się, aby w pierwszej  kolejności zabezpieczać potrzeby, a nie zachcianki; uczyły się używania pieniędzy ze słoika darowizny do składania ofiar w kościele i uczyły się oszczędzania na przyszłe potrzeby np. komputer.

Potem, gdy ukończyły 16 lat, kieszonkowe zastąpiliśmy tzw. utrzymaniowym – kwotą z naszego budżetu rodzinnego, którą przeznaczaliśmy na wydatki związane z potrzebami dzieci. Otrzymanie utrzymaniowego zależało od sporządzenia przez naszą młodzież budżetu na następny miesiąc (w arkuszu kalkulacyjnym) i rozliczenia wykonania budżetu za miniony miesiąc. W ten sposób nastoletnie dzieci uczyły się po pierwsze odkładać pieniądze na wydatki okresowe np. przybory szkolne i książki do nauki, ubrania czy 90-dniowe bilety miesięczne, a po drugie oszczędzać na większe wydatki. Dzięki temu uczyły się zarządzać większymi kwotami pieniędzmi, niż kieszonkowe.

Patrząc z perspektywy minionych lat na to jak dzisiaj nasze dzieci, pełnoletnie osoby, zarządzają swoimi finansami i jakie mają podejście do pracy, wiemy, że zrobiliśmy wszystko co w naszej mocy, aby przygotować je do zarządzania finansami oraz spadkiem, który otrzymają po naszej śmierci.

Refleksje:

  1.  Zatroszczę się o finansową edukację dzieci!
  2. Napiszę testament!

Elżbieta Wrotek