Przełom drugiego tysiąclecia to zdecydowanie „tłuste lata” dla naszej rodziny. Jeszcze wtedy nie wiedzieliśmy, że  jesteśmy zarządcami Bożej własności. Wszystko co zarobiliśmy traktowaliśmy jako naszą własność, dlatego pieniądze wydawaliśmy tak, jak chcieliśmy, mając przekonanie, że skoro Pan Bóg błogosławił nam finansowo i było nas stać, to nie musimy opierać się pragnieniom i zachciankom. A było ich niemało!  Duży samochód, aby zmieściły się dzieci, wózek i … wszystko co ewentualnie przyda się poza domem, zagraniczne wyjazdy wakacyjne do ciepłych miejsc, nowe ubrania, nowe meble i … pomysłów na wydawanie pieniędzy nie brakowało.

photo of a woman holding shopping bags
Photo by bruce mars on Pexels.com

Bez znajomości Bożej ekonomii łatwo pomylić potrzeby z pragnieniami (potrzebami lepszej jakości) i zachciankami (dogadzaniu sobie). Biblia przychodzi z pomocą i definiuje pierwsze potrzeby jako: wodę, chleb, odzienie i dom, by osłonić nagość (por. Syr 29,21). W zakresie wyżywienia podstawową potrzebą może być prosty, pożywny posiłek, pragnieniem – posiłek z drogich składników, lepszej jakości, a zachcianką – posiłek zjedzony w restauracji. W zakresie ubrania np. na zimę, podstawową potrzebą mogą być ciepłe buty, pragnieniem –drogie buty, a zachcianką – super drogie, buty markowe itd.

W tamtym okresie byliśmy świeżo upieczonymi rodzicami, czuliśmy, że życie stoi przed nami otworem, myśleliśmy, że jeszcze długo będziemy młodzi i zdrowi, będziemy dobrze zarabiać, a skoro kochamy Boga i On nas kocha, to przecież będzie nam finansowo błogosławił. Wstyd się do tego przyznać, ale ponieważ nie znaliśmy Bożej ekonomii i jej zasad, nie wiedzieliśmy, że „tłuste lata” są po to, aby wykorzystać koniunkturę i gromadzić zapasy na „lata chude”. Dopiero później poznaliśmy biblijną radę Józefa sprzedanego przez braci do Egiptu, której udzielił faraonowi: „Niech faraon tak ustanowi nadzorców, by zebrać piątą część urodzajów w Egipcie podczas siedmiu lat obfitości. Niechaj oni nagromadzą wszelką żywność podczas tych lat pomyślnych, które nadejdą. Niechaj gromadzą zboże do rozporządzenia faraona jako zaopatrzenie dla miast i niechaj go strzegą. A będzie ta żywność zachowana dla kraju na siedem lat głodu, które nastaną w Egipcie. Tak więc nie wyginie [ludność] tego kraju z głodu»” (zob. Rdz 41,34-36).

My wówczas robiliśmy tylko pozytywne założenia na przyszłość i nie  przewidywaliśmy, – a powinniśmy – że tuż za rogiem czai się kryzys.

Lekcja zadowolenia

Najpierw straciliśmy samochód – został ukradziony, potem oboje straciliśmy zatrudnienie – zostaliśmy bez dochodów. Zimny prysznic był nam potrzebny, abyśmy podjęli refleksję nas stylem życia. Przyszedł czas na analizę rejestru wydatków i wnioski, że można było lepiej zarządzać finansami. Dom był zawalony wieloma niepotrzebnymi rzeczami, a do przetrwania potrzebowaliśmy … pieniędzy.

Zmobilizowaliśmy się i ogarnęliśmy finanse, zaplanowaliśmy w jakiej kolejności będziemy sprzedawać rzeczy, które miały konkretną wartość; dostosowaliśmy styl życia do skromnych zasobów. Bóg był dla nas miłosierny i czas próby nie trwał długo; wkrótce złapaliśmy finansowy oddech.

Kilka lat później poznaliśmy Bożą ekonomię i zaczęliśmy planować wydatki. Zrezygnowaliśmy z impulsywnych zakupów, uświadomiliśmy sobie, że świat jest wypełniony pięknymi rzeczami, że czasami promocje przechodzą tuż pod nosem, ale my tego nie potrzebujemy. I nie chodzi o to, czy nas stać na zakup czy nie – kryterium zakupu stała się dla nas potrzeba, a nie zachcianka.

Jako „nawróceni Boży zarządcy” postanowiliśmy być wierni i cieszyć się tym, co otrzymujemy z Bożej ręki, żyć skromnie, nie porównywać się z innymi, nie ulegać namowom reklam, odrzucić chciwość i kontrolować wydatki. W ciągu pięciu lat zgromadziliśmy oszczędności, które pozwoliły nam przeżyć kolejny kryzys. Pan Bóg po raz drugi powiedział; „sprawdzam”. Tym razem byliśmy przygotowani, wdrożenie zasad Bożej ekonomii zaowocowało.

Od kilku lat uczymy się doktryny zadowolenia, o której w Liście do Filipian 4,11-13 św. Paweł napisał: „Nauczyłem się wystarczać sobie w warunkach, w jakich jestem. Umiem cierpieć biedę, umiem i obfitować. Do wszystkich w ogóle warunków jestem zaprawiony: i być sytym, i głód cierpieć, obfitować i doznawać niedostatku. Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia”. Wierzymy, że skoro św. Paweł nauczył się być zadowolonym w każdych warunkach, to i my możemy się tego nauczyć! Odkryliśmy, że źródłem naszego zadowolenia nie są dochody i majątek, ale Bóg, który zawsze daje tyle, ile potrzebujemy. Nigdy nie głodowaliśmy, mamy gdzie mieszkać i w co się ubrać. Jesteśmy Mu za to wdzięczni i wierzymy, że Jego plan jest najlepszy.

Refleksje:

  1. Jakie są moje podstawowe potrzeby? Ile pieniędzy potrzebuję, aby je zaspokoić?
  2. Co jest moim pragnieniem i zachcianką? Kiedy mogę sobie pozwolić na ich realizację?
  3. Czy jestem Bogu wdzięczny za to czym zarządzam?
  4. Co jest źródłem mojego zadowolenia?

 

Elżbieta Wrotek