TOMASZ STRUŻANOWSKI: – Wielu zapytałoby pewnie w tym miejscu: Od jakiej kwoty zaczyna się wolność finansowa? Ja postawię je trochę inaczej: Na czym polega wolność finansowa?

ELŻBIETA WROTEK: – „Wolność”, podobnie jak „miłość” jest rozumiana w różny sposób, przez każdego trochę inaczej. Dla mnie wolność finansowa ma dwa wymiary: wewnętrzny i zewnętrzny. Wolność wiążę z możliwością i umiejętnością pełnienia woli Bożej. Dlaczego? Bo wierzę, że człowiek jest prawdziwie wolny i szczęśliwy robiąc to, co zaplanował dla Niego Stwórca.

Wolność w wymiarze zewnętrznym dotyczy sytuacji, w której człowiek chce być szczęśliwy, chce pełnić wolę Bożą, ale zobowiązania finansowe mu to uniemożliwiają – zwykle są to konsekwencje wcześniejszych decyzji finansowych, np. długi, które trzeba spłacać. Człowiek zadłużony nie ma zbyt dużej swobody działania, ponieważ zależy od swoich wierzycieli, o czym wspomina Pismo Święte: Ubogim kieruje bogaty, sługą wierzyciela jest dłużnik (Prz 22,7). Nie zawsze jesteśmy świadomi tego rodzaju niewoli, zwłaszcza gdy w życiu sprawy układają się pomyślnie. Ale wystarczy jedno niepowodzenie, np. utrata pracy, choroba i wówczas można odczuć, że nie jest się finansowo wolnym; wierzyciele domagają się swoich pieniędzy i w takiej sytuacji jarzmo niewoli finansowej zaczyna być odczuwalne. Stres towarzyszący ludziom, którym brakuje pieniędzy na regulowanie swoich zobowiązań finansowych jest ogromny.

Wolność w wymiarze wewnętrznym to umiejętność mierzenia się z ograniczeniami będącymi w samym człowieku, np. przywiązaniem do bogactwa, wygody, konformizmu, czy z konsumpcjonizmem. Jeśli wolą Bożą dla człowieka jest zmiana stylu życia na prostszy, to człowiek wolny finansowo nie będzie miał z tym problemu, w każdym położeniu będzie zadowolony. Biblijnym przykładem takiego człowieka jest św. Paweł, który pisał w Liście do Filipian: Umiem cierpieć biedę, umiem i obfitować. Do wszystkich w ogóle warunków jestem zaprawiony: i być sytym, i głód cierpieć, obfitować i doznawać niedostatku. Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia (Flp 4,11-13).

Dla mnie wolność finansowa oznacza nie tylko chęci, ale też możliwość pełnienia woli Bożej bez względu na sytuację materialną, kiedy ani brak pieniędzy, ani ich nadmiar nie jest przeszkodą zewnętrzną i wewnętrzną w jej realizacji. Wolność taką można osiągnąć stosując Boże wskazówki na temat zarządzania finansami zawarte w Piśmie Świętym.

Jeśli chcielibyśmy ustalić jakąś kwotę graniczną, powyżej której zaczyna się wolność finansowa, to według mnie wolność finansowa nie zależy od liczby zer na koncie, ale od sposobu myślenia o pieniądzach. Dość powszechne jest myślenie o wolności finansowej w kategoriach wielkości zgromadzonego majątku, ale według mnie odnosi się to bardziej do niezależności finansowej niż wolności.

women s white button up long sleeved shirt
Photo by Moose Photos on Pexels.com

TOMASZ STRUŻANOWSKI: – Jak zatem rozróżniasz wolność finansową i niezależność finansową?

ELŻBIETA WROTEK: –  Niezależność finansowa polega na uzyskiwaniu przychodów pasywnych, które nie zależą od nakładu pracy własnej. Jeśli mamy pieniądze odziedziczone, wygrane lub zainwestowane, które „same zarabiają” na potrzeby, pragnienia, a nawet zachcianki to śmiało można powiedzieć, że jesteśmy niezależni finansowo, ponieważ nie musimy pracować zarobkowo, aby się utrzymać, możemy pracować dla pasji lub dla przyjemności.

Człowiek niezależny finansowo może być wolny finansowo lub nie. Nie będzie wolny, jeśli swoją niezależność finansową będzie przeżywał samolubnie, a wolny czas zamiast na pracę będzie przeznaczał głównie na odpoczynek i przyjemności, podróże lub hobby. Taki styl życia nie znajduje aprobaty u Boga, o czym czytamy w Ewangelii wg św. Łukasza. Jezus opowiada w niej historię o bogaczu, który zburzył spichlerze, pobudował większe i zgromadził w nich swoje dobra, a kiedy już był niezależny finansowo powiedział sobie: „Odpoczywaj, jedz, pij i używaj” (Łk 12,19). Jezus nazwał bogacza z przypowieści głupim, ponieważ bogacz chciwie gromadził skarby ziemskie, a nie był bogaty w dobre uczynki. Pismo Święte uczy zdrowego dystansu do dóbr materialnych: „Mówię, bracia, czas jest krótki. Trzeba więc, aby ci, którzy mają żony, tak żyli, jakby byli nieżonaci, a ci, którzy płaczą, tak jakby nie płakali, ci zaś, co się radują, tak jakby się nie radowali; ci, którzy nabywają, jak gdyby nie posiadali” (1 Kor 7,29-30). Tak jak wcześniej wspomniałam, dla mnie wolność finansowa zaczyna się od sposobu myślenia o pieniądzach czyli zaczyna się „w głowie”.

TOMASZ STRUŻANOWSKI: – W książce rozróżniasz postawę właściciela i zarządcy. Na czym polega różnica?

ELŻBIETA WROTEK: – Posiadanie rzeczy wewnętrznie nas dowartościowuje. Cieszymy się posiadając dobra materialne i dlatego wielu ludzi dąży do posiadania majątku, bogactwa i pieniędzy. Jeśli na dobra materialne – nieruchomości i ruchomości – patrzymy jako ich właściciele, to dajemy sobie prawo do zarządzania nimi według swojego „widzimisię”. Właściciel ma prawo postąpić ze swoją własnością tak, jak zechce, może nawet roztrwonić majątek i zainwestować środki ponosząc wysokie ryzyko. To jego sprawa, jak zarządza majątkiem: dobrze czy źle, efektywnie czy nieefektywnie, z korzyścią tylko dla siebie czy również dla innych.

Z zarządcą jest inna sprawa – on jest tym, który tylko zarządza cudzą własnością, dlatego musi poznać zamiary właściciela, jego priorytety i oczekiwania. Jeśli chce dobrze wykonywać pracę zarządcy, powinien dowiedzieć się, na czym właścicielowi zależy, liczyć się ze wskazówkami, których udziela właściciel na temat zarządzania i nie może postępować samowolnie.

Różnica pomiędzy właścicielem, a zarządcą jest taka, że właściciel może robić ze swoją własnością co chce, a zarządca tego robić nie powinien. Jeśli zapomnimy, że na ziemi przebywamy tymczasowo, to grozi nam przyjęcie postawy właściciela w stosunku do dóbr materialnych, które „posiadamy”. W rzeczywistości my tymi dobrami tylko zarządzamy, bo w dniu śmierci wszystko pozostawiamy na ziemi i dobra przechodzą w zarząd następnego pokolenia.

Katechizm Kościoła Katolickiego jednoznacznie nazywa nas Bożymi zarządcami: „W zamyśle Bożym mężczyzna i kobieta są powołani do czynienia sobie ziemi ‘poddaną’ (Rdz 1,28) jako ‘zarządcy’ Boży”. Ostatecznym Właścicielem jest Bóg, który stworzył ziemię i wszystko co się na niej znajduje i warto liczyć się z Jego priorytetami, oczekiwaniami i wskazaniami zawartymi w słowie Bożym.

TOMASZ STRUŻANOWSKI: – Jakie zatem konsekwencje może mieć przyjęcie postawy właściciela w stosunku do dóbr materialnych?

ELŻBIETA WROTEK: – Ludzie, którzy uznają siebie za właścicieli zwykle odsuwają Boga od spraw finansowych i nie konsultują z Nim ważnych decyzji, samolubnie wydają pieniądze, inwestują po swojemu, nie potrafią dawać dziesięciny, która wyraża wdzięczność Bogu za dochody, które ostatecznie też otrzymują z Jego ręki.

Natomiast człowiek, który ma świadomość, że tylko zarządza zupełnie inaczej wydaje pieniądze, inaczej je inwestuje, swoje decyzje finansowe chętnie konsultuje z Ostatecznym Właścicielem, po prostu ma inny stosunek do pieniędzy. Traktuje pieniądze bardziej jako środek niż cel sam w sobie.

TOMASZ STRUŻANOWSKI: – Drugie frapujące rozróżnienie obecne na kartach Twojej książki to postawa pielgrzyma i osadnika… O co w nim chodzi?

ELŻBIETA WROTEK: – Oczywiście znowu o stosunek do pieniędzy i do dóbr materialnych (śmiech). Postawa pielgrzyma charakteryzuje człowieka, który jest w drodze do celu. Ma świadomość, że bagaże i gadżety mogą stanowić obciążenie, z którym trudniej podróżować. Osadnik, to ktoś, kto osiągnął już cel podróży i osiadł na stałe. Zatem buduje dom, wyposaża go w różne udogodnienia, aby życie było przyjemniejsze. Osadnik na czym innym koncentruje swoją uwagę niż pielgrzym.

Nasze życie jest czasem pielgrzymowania do Niebieskiej Ojczyzny i dopiero w Niebie będziemy urządzać się na stałe, błędem jest przywiązywanie się do dóbr materialnych za ziemi. Powtórzę, że na ziemi jesteśmy tymczasowo, dlatego najlepiej traktować majątek i pieniądze jako środek, który może być pomocny w drodze, który może służyć pomocą również innym pielgrzymom.

TOMASZ STRUŻANOWSKI: – Pieniądze w powszechnej świadomości mają mało wspólnego ze sprawami duchowymi. Ty stawiasz sprawę wręcz odwrotnie, twierdząc, że sposób wydawania pieniędzy dużo mówi o stanie naszego wnętrza…

ELŻBIETA WROTEK: – Tak, sposób w jaki myślimy i traktujemy pieniądze ujawnia zamysły naszego serca, można powiedzieć określa wewnętrzną kondycję, stan naszego ducha. Wielu ludzi traktuje pieniądze podobnie jak boga, ponieważ wierzą w wielką siłę sprawczą pieniędzy. Często słyszę stwierdzenia typu: „Gdybym miał pieniądze to zrobiłbym to czy tamto” lub „Byłbym szczęśliwy gdybym miał więcej pieniędzy…”. Ludzie, którzy wiarę pokładają w Bogu mówią: „Gdyby Bóg zechciał stałoby się to lub coś innego”, bo wiedzą, że to od Boga pochodzi błogosławieństwo, a nie od pieniędzy.

Od wieków pieniądze rywalizują z Bogiem o pierwsze miejsce w sercu człowieka i właśnie sposób zarządzania finansami ujawnia, do kogo to miejsce należy. Jezus powiedział: „Nie możecie służyć Bogu i Mamonie” (Mt 6,24). Słowo służyć oznacza posłuszeństwo, zgodę na pełnienie woli tego, komu służymy, a określenie użyte przez Jezusa: „Nie możecie” oznacza, że służenie pieniądzom wyklucza służenie Bogu, ponieważ inna jest wola Pana Boga, a inna bożka Mammona.

TOMASZ STRUŻANOWSKI: – Wielu czytelnikom trudno będzie uwierzyć w to, że Pismo Święte aż tyle mówi o pieniądzach. Czy Biblię można uznać – oczywiście w jednym z niezliczonych jej wymiarów – za „poradnik biznesu”?

ELŻBIETA WROTEK: – Jeszcze w XIX wieku szkoły managerskie wykorzystywały Biblię jako poradnik do nauki prowadzenia biznesu. W XX wieku pojawiły się inne poradniki i zaczęto zapominać o radach biblijnych. Mnie też było trudno uwierzyć, że w Piśmie Świętym w ogóle jest mowa o zarządzaniu finansami. Przez wiele lat czytając Biblię po prostu nie zwracałam na to uwagi, natomiast od kiedy jestem na ten temat wyczulona widzę troskę Boga o człowieka w bardzo wielu fragmentach biblijnych. Bóg wiedział, że pieniądze wzbudzają emocje i człowiek potrzebuje jasnych wskazówek jak sobie z pieniędzmi radzić. Jezus połowę swoich przypowieści poświęcił tej tematyce. Larry Burkett, amerykański specjalista w zarządzaniu finansami z ewangelicznego punktu widzenia, napisał książkę pt. „The Word on finances” (Słowo Boże na temat finansów), w której omawia biblijne fragmenty o zarządzaniu finansami. Jest ich ponad 2350. Uwzględniając katolicki kanon ksiąg Pisma Świętego, czyli kilka ksiąg więcej w stosunku do kanonu protestanckiego, którym posługiwał się Larry Burkett, mogę śmiało powiedzieć, że fragmentów biblijnych o tym, jak zarządzać finansami jest ok 2,5 tysiąca. Całkiem sporo, prawda? Jest się czego uczyć!

TOMASZ STRUŻANOWSKI: – W książce wymieniasz liczne pułapki odbierające wolność finansową? Które z nich są szczególnie groźne?

ELŻBIETA WROTEK: – W książce opisuję 11 pułapek. Uważam, że wszystkie stanowią zagrożenie dla wolności finansowej, ponieważ wystarczy wpaść w jedną z nich, a wówczas droga do wolności finansowej się wydłuża, a cel oddala. Nie wskażę na konkretną pułapkę, ponieważ każda niesie ze sobą inne zagrożenie, które warto wziąć pod uwagę. Zachęcam do zastanowienia się nad każdą z nich, dlatego na zakończenie każdego rozdziału zaproponowałam Czytelnikom zadanie, które może pomóc w uświadomieniu sobie w jakim stopniu opisana pułapka zagraża i jak się z niej wydostać.

TOMASZ STRUŻANOWSKI: – Co sądzisz o zaciąganiu kredytów? Czy należy ich unikać jak ognia?

ELŻBIETA WROTEK: – Podzielam biblijny pogląd na temat pożyczania pieniędzy, że pożyczanie pieniędzy nie jest grzechem i nie ma konieczności unikać tej praktyki jak ognia. Są sytuacje, które uzasadniają wzięcie kredytu, np. zaspokojenie potrzeby posiadania schronienia (kredyt hipoteczny), zwiększenie potencjału zawodowego (kredyt studencki) lub rozpoczęcie działalności gospodarczej (kredyt inwestycyjny). Jednak trzeba dobrze przemyśleć kwestię wysokości kredytu oraz czasu w jakim chcemy go spłacić i koniecznie trzeba opracować plan B dla sytuacji gdyby zabrakło środków na spłatę kredytu, ponieważ Biblia nazywa „występnym” czyli grzesznym człowieka, który pożycza i nie zwraca pieniędzy.

Czasami ludzie przesadzają: biorą za duże kredyty, ze zbyt długim okresem spłaty co podnosi koszty kredytu. W książce zamieściłam kilka przykładowych kalkulacji, z których wynika, że ludzie godzą się na spłacanie dwukrotnie większych kwot od pożyczonych. Dla mnie oznacza to rozrzutność.

Słowo Boże ostrzega przed pożyczaniem pieniędzy, porównując dłużnika do niewolnika i przestrzega przed poręczaniem kredytów, które według przepisów prawa trzeba zwracać jak swoje własne długi. Znam wiele osób, którym długi spędzają sen z powiek i marzą o jak najszybszym pozbyciu się długów, ale nie jest to łatwe. Jednak sama nigdy nie doświadczyłam niewoli finansowej, ponieważ wyznajemy z mężem zasadę: „Najpierw oszczędzamy, potem wydajemy, nie wydajemy cudzych pieniędzy”.

TOMASZ STRUŻANOWSKI: – Twoja książka jest wielką pochwałą pracy, za którą nie otrzymuje się wynagrodzenia w postaci pensji, a której wartość jest jak najbardziej wymierna również w aspekcie finansowym. Mam na myśli pracę matek prowadzących dom i wychowujących dzieci.

ELŻBIETA WROTEK: – Na własnej skórze odczułam, że pracę polegającą na prowadzeniu domu i wychowywaniu dzieci, współcześnie traktuje się jako „siedzenie w domu” czyli „nic nie robienie”. W praktyce, jeśli pracuje się z zaangażowaniem i gorliwie, w domu nie ma czasu na siedzenie, a czasami brakuje czasu na potrzebny odpoczynek.

Biblia nie wartościuje pracy w zależności od wysokości wynagrodzenia, tylko podkreśla, że praca jest człowiekowi potrzebna, ponieważ nadaje człowiekowi godność i rozwija go. Pismo Święte zachęca do gorliwej i uczciwej pracy, jak dla samego Chrystusa.

Wracając do tematu matek wychowujących dzieci, ich decyzji nie da się przeliczyć na pieniądze. Natomiast w przypadku kobiet decydujących się na pracę zawodową poza domem, można obliczyć ich wkład finansowy do budżetu domowego. W tym celu od dochodu kobiety należy odjąć wydatki na ubrania związane z pracą poza domem, transport do pracy, jedzenie poza domem, koszt przedszkola lub opiekunki do dzieci. Może się okazać, że po odjęciu od dochodu wydatków związanych z nieobecnością kobiety w domu, dodatkowy zysk z pracy poza domem to kilkaset złotych miesięcznie (za godzinę 2-5 zł).

TOMASZ STRUŻANOWSKI: – Co sądzisz o planach wdrożenia programu „500 zł na dziecko”. Jakie dostrzegasz w nim plusy, a jakie zagrożenia?

ELŻBIETA WROTEK: – Może dzięki temu programowi niektóre kobiety zrezygnują z pracy zawodowej, bo okaże się, że właśnie 500 zł lub 1000 zł (w zależności od liczby dzieci) brakuje rodzinie do zbilansowania się budżetu. Konsekwencji takich decyzji, jak już wspomniałam, nie da się przeliczyć na pieniądze – dla rodziny to duży plus.

Co do zasady nie jestem zwolenniczką rozdawania pieniędzy, raczej pomocy celowej (wędka zamiast ryby, zaspokojenie potrzeby zamiast pieniędzy), wychowywania przez pracę. Rozdawnictwo czasami może demoralizować, ponieważ demotywuje do działania (po co pracować, jeśli można dostać bez pracy) i rozleniwia – jest to minus rozdawania.

Pismo Święte zachęca do dzielenia się z innymi, do tego aby pieniądze służyły nam i naszym bliźnim, dlatego mam nadzieję, że dzięki temu programowi sytuacja najsłabiej uposażonych rodzin w Polsce poprawi się i będą mądrze wydawać pieniądze.

TOMASZ STRUŻANOWSKI: – Na koniec pytanie zasadnicze: dlaczego napisałaś tę książkę? Jakie osobiste doświadczenia skłoniły Cię do tego?

ELŻBIETA WROTEK: – Trzy lata temu na wakacjach przyszedł mi do głowy pomysł, aby napisać książkę o zarządzeniu finansami według rad biblijnych. Najpierw zapisywałam myśli, potem pojawiły się tematy, które chciałam omówić, a na koniec tytuł i koncepcja „Pułapek”. Pisałam zrywami, czasami nie zaglądałam do książki przez kilka miesięcy, a potem znowu wracałam do pisania. Edukacja finansowa po Bożemu jest moją pasją, mam wewnętrzną potrzebę, aby o tym mówić i pisać, dzielić się z innymi tym, czego nauczyłam się o finansach w Biblii.

TOMASZ STRUŻANOWSKI: – Planujesz napisanie kolejnej książki?

 ELŻBIETA WROTEK: – W czasie pisania o pułapkach zagrażających wolności finansowej przyszedł mi do głowy pomysł na napisanie drugiej książki na temat „Jedność małżeńska a finanse”. W 2011 roku wystartowaliśmy w Domowym Kościele z rekolekcjami tematycznymi o takim tytule. W sumie w takich rekolekcjach uczestniczyło ponad 100 małżeństw. Poprosiłam je ostatnio, aby dały świadectwo o tym, jak budują jedność małżeńską na płaszczyźnie finansowej. Druga książka będzie dla mnie okazją do podzielenia się doświadczeniem jak sprawy finansowe mogą wpływać na relacje małżeńskie.

Kolejny pomysł to edukacja finansowa dzieci i młodzieży. Od wielu lat przykładamy się do edukacji finansowej Weroniki i Tymoteusza, którzy w lutym 2016 roku kończą 18 lat. Już wkrótce przekonam się jak edukacja finansowa będzie procentować w dorosłym życiu moich dzieci. Spostrzeżeniami na ten temat mam zamiar podzielić się w kolejnej książce.